Godzina 9.30
Sinedd za pomocą smogu odebrał mi piłkę pojawiając się przede mną a następnie ukazując się w zupełnie innej części boiska. W tym samym momencie obrona mojej drużyny rzuciła się za nim w pogoń. Ja stałam na swojej pozycji i czekałam na piłkę. Nie chciałam nadwyrężać nogi po kontuzji. Niestety nie udało im się zdobyć futbolówki. Sinedd strzelił gola. Powiedziałam sobie, że drugi raz do tego nie dopuszczę. Kiedy piłka wystrzeliła z środka boiska wyzwoliłam smog i przejęłam ją odbijając głową a następnie podałam do Fulmugusa. Na szczęście stał blisko bramki więc bez zawachania trafił tuż obok bramkarza.
- Dobre podnie! - pochwalił.
Kiwnęłam głową w odpowiedzi. Czarnowłosy szepnął coś do jednego z zawodników a potem spojrzał się na mnie cwaniacko. Piłka ponownie pojawiła się w powietrzu. Tym razem starali się o nią Nihlis i Fulmugus. Reszta treningu przebiegła bardzo podobnie. Podania były szybkie i trafne. Obrona jednak wciąż nie radziła sobie zbyt dobrze. Po treningu podszedł do mnie trener.
- Długo będziesz się jeszcze tak obijać? - spytał zdenerwowany.
- Mało ci?! Jestem po kontuzji. Mam być wszędzie? - wygarnęłam mu.
- Biedactwo. Masz się więcej ruszać i starać o piłkę jeśli chcesz zostać w tej drużynie - oznajmł.
Nagle do pokoju weszła Sonya. Pokręciłam głową i odeszłam.
- Jeszcze nie skończyłem!
- Ale ja tak! - odwróciłam się gwałtownie i machnęłam ręką.
- Masz się przygotować na jutrzejszy mecz z Cyklopsami - rozkazał.
Sinedd większą uwagę skupiał na ataku niż na obronie, w wyniku czego traciliśmy dość dużo bramek.
- Sinedd co się dzieje? - spytała mała.
- Nic takiego - tłumaczył się - co tu robisz? Nie powinnaś być w szkole? - zmieniał temat.
- Gdzie poszła Arvena? - nie odpuszczała.
- Chyba do domu. Rozbolała ją głowa - zmyślił.
- Nie dziwię się - mruknęła pod nosem Sonya.
Czarnowłosy spojrzał na siostrę pytająco.
- A nic, nic. Mówiłam, że szkoda bo chciałam zobaczyć jak gra - uśmiechnęła się.
***
Wyszłam z budynku. Zdenerwowana szłam w kierunku statku lecącego na Genesis. Na miejscu założyłam kaptur aby nikt mnie nie rozpoznał. Nie było zbyt dużo ludzi z powodu padającego deszczu. Mnie to nie przeszkadzało. Przechodziłam szybkim krokiem przez park. Zaczęłam myśleć o tym wszystkim co się stało. Nie mogłam pozwolić aby Sinedd wyżywał się na mnie za najdrobniejsze szczegóły. Wiedziałam, że przeżył odejście Mei i odkrycie fałszywych rodziców w jednym czasie no ale cóż, życie toczy się dalej. Nagle z zamyślenia wyrwało mnie dość mocne udeżenie w ramię. Był to biegnący znad przeciwka chłopak o kruczo-czarnych włosach, który najwyraźniej gdzieś się śpieszył. Był też dosyć wysoki i wysportowany. Tylko tyle udało mi się zauważyć.
- Pszepraszam! - krzyknął w biegu nie zwalniając.
Ja z kolei nic nie odpowiedziałam. Nawet jeśli bym chciała to i tak chyba by nie usłyszał.
Poszłam do domu. Na rozluźnienie musiałam posłuchać muzyki. Zupełnie zapomniałam o chłopaku z parku. Myślałam o mojej jutrzejszej grze z Cyklops, o technikach i trickach jakie mogłabym zastosować. Wieczorem, tuż przed snem podczas oglądania paru meczy, wyszukiwałam ich słabych punktów, których mają na prawdę baardzo dużo. Uznałam, że to nie będzie trudny mecz.
***
Kolejnego dnia w szatni nie mogłam dodzwonić się do siostry. Nie wiedziałam czy przyjdzie na mecz. Mówiłam jej, że gramy ale ona pewnie znów pochłonięta była pracą. Im częściej dzwoniłam tym bardziej się denerwowałam. W końcu do szatni wkroczył Sinedd. Chodziłam nerwowo w kółko.
- No nie mów , że boisz się Cyklopów - zaśmiał się.
- Nie chodzi o nich - przewróciłam oczami.
- Skup się na meczu - radził.
- Yhym - zgodziłam się.
Weszliśmy na murawę. Wszyscy zawodnicy machali do widowni. Ja w tym czasie szukałam wzrokiem siostry. Nie było jej. Znalazłam za to chłopaka z parku, który patrzył się na mnie, jakby chciał mnie z kimś skojarzyć.
- Drodzy widzowie, przypominam, że drużyna Shadows posiada nowego zawodnika - komentowała Callie Mistick.
W tym samym momencie spojrzał się na mnie Sinedd, zmarszczył brwi. Wylądowaliśmy. Shadows zaprezentowali swój "groźny" taniec, który pokazują na początku każdego meczu. Kiedy skończyli wciąż myślałam o siostrze. Nie mogłam przestać - to odłączało mnie od meczu. Ustawiliśmy się. Piłka wystrzeliła w górę. Sinedd zdążył już ją podać zanim Cyklopsi weszli jeden na drugiego. Czarnowłosy strzelił bramkę bez żadnych przeszkód. Za drugim razem podał do Fulmugusa. Ten wcelował prosto w okienko. Bramkarz przeciwnej drużny był dziś trochę oszołomiony, jak ja. Kolejnym razem po futbolówkę poszedł Fulmugus. Biegł w stronę bramki. Obrona Cyklopów ruszyła do akcji. Chciał przekazać piłkę Sineddowi ale był kryty. W ostatniej chwili zorientował się że jestem wolna i podał do mnie. Zupełnie nieświadoma tego, co się dzieje zauważyłam piłkę lecącą w moją stronę. Już prawie ją miałam kiedy nagle jeden z Cyklopów odebrał mi ją sprzed nosa. Wszystko działo się bardzo szybko. Sinedd warknął i zaczął gonić przeciwnika. Wiedziałam, że będzie miał pretensje. Skończyła się pierwsza połowa meczu. Prowadziliśmy 2:0 ale przecież dla naszego trenera to było za mało!
- Dziewczyno zacznij grać! - krzyczał nerwowo - Jesteś w tej drużynie czy nie? Jak tak dalej pójdzie to długo tu nie zostaniesz - gorączkował się całą przerwę - Jesteś beznadziejna - podsuwował.
- Zawodnicy wrócili już na boisko. Miejmy nadzieję, że nowa zastępczyni Mei pokaże się tym razem z lepszej strony - komentowała Callie z uśmiechem.
W drugiej połowie byłam jak duch. Pojawiałam się i znikałam. Szybko podawałam i odbierałam piłkę. Nikt nie wiedział co się dzieje, nawet Sinedd ledwo nadążał. Goście na widowni nie wiedzieli kto i kiedy strzelił ostatnie trzy bramki.
- Pasuje? - rozłożyłam ręce i rzekłam do kapitana.
Nic nie odpowiedział.
- Chyba rośnie ci konkurencja - oznajmiła uśmiechnięta Nihlis.
- Jeden mecz nic nie znaczy - odparł jak zawsze pewny siebie Sinedd i odszedł.
- Idę do domu - skierowałam się do Fulmugusa.
Przed wyjściem zaczepił mnie chłopak z parku....
*************************************************************
No, nareszcie. Przepraszam, że tak długo to trwało. Zdajcie relacje w komentarzach ;)
niedziela, 22 lutego 2015
sobota, 17 stycznia 2015
Spotkanie
Następnego dnia
Z samego rana, jak się tylko obódziłam chciałam pójść na boisko. Wiedziałam, że Shadows mają trening. Teraz trenowali po trzy razy dziennie z powodu zblirzającego się finału o Puchar Galactik Football. Ubrałam się, założyłam moją ulubioną niebieską bluzę i wyszłam. Atmosfera na Archipelagu Shadow nie zmieniła się - wszędzie było mroczno, cicho i pusto, jak zawsze. Kiedy po baardzo długim czasie dotarłam na boisko, stanęłam w drzwiach a na murawie zobaczyłam tylko Sinedda ze swoją małą siostrą - Sonyą. Pokazywał i uczył ją różnych sztuczek z piłką a ona patrzyła z ogromnym zafascynowaniem. Mówił do niej spokojnie i czule, co w jego przypadku było dosyć...inne. Kiedy coś jej nie wyszło klepał ją po ramieniu i pocieszał.
- Nie wiedziałam, że potrafisz być taki....miły - wreszcie się odezwałam.
- Nie martw się, dla ciebie taki nie będę - odpowiedział.
- Sinedd kto to? - spytała Sonya.
- To jest... - widać było zniechęcenie na jego twarzy.
- Jestem ich nową zawodniczką - musiałam pomóc mu w wypowiedzi.
- Super! Może od ciebie też się czegoś nauczę - ucieszyła się mała - a co ci się stało w nogę? - spytała.
- Aaa, długo by tu opowiadać - powiedziałam i spojrzałam wymownie na Sinedda.
- Chyba nie będziesz mogła teraz grać no nie? Kiedy zobaczę cię na boisku? - dopytywała.
- Na pewno na meczach Galactik Football - uśmiechnęłam się.
W tym samym czasie zauważyłam zdziwienie na twarzy Sinedda ale gdy on zorientował się, że na niego patrzę, zrobił się obojętny. Nagle rozległ się dźwięk dobiegający z holo-fonu Sony.
- Tak, mamo? - odebrała.
- Sonya, wracaj już do domu. Grasz z bratem aż dwie godziny! Musisz odpocząć a z resztą, wiesz, że zaraz mają trening - zaczęła martwić się mama.
- No właśnie, mamo, chciałam zostać i popatrzeć jak Sinedd gra - oznajmiła córka.
- Sonya, posłuchaj mamy i idź do domu. Zobaczysz mnie kiedy indziej w akcji - odezwał się jej starszy brat.
- Hmm.....no dobrze - zgodziła się. - To cześć! - pożegnała się i wyszła.
- Cześć! - krzyknął ciemnooki.
Podniosłam brwi ze zdziwienia.
- A ty co się tak patrzysz? - powiedział i zaraz poszedł.
Zawołał resztę drużyny na murawę i zaczęli grać. Ja poszłam na trybuny i obserwując, zapisywałam sobie wszystkie ich mocniejsze i słabsze punkty. Niestety nie mieli holotrenera jak Snow Kids więc musieli sobie jakoś radzić. W pewnym momencie Sinedd użył smogu i strzelił prosto w okienko. Zauważyłam, że najsłabszym punktem jest obrona. Przez to Shadows często musieli nadrabiać szybkim kontratakiem. Zauważyłam również, że Sinedd gra w pojedynkę, nie potrafi do końca zgrać się z drużyną co skutkuje utratą piłki. Po treningu podeszłam do niego i zagadałam.
- Słuchaj Sinedd, powinniście popracować nad obroną - oznajmiłam.
- Mam ci przypominać gdzie twoje miejsce i kto tu jest trenerem? - zdenerwował się.
- A ja mam ci przypominać, że też jestem w tej drużynie? - podniosłam głos.
Rzuciliśmy na siebie ostatnie spojrzenie i rozeszliśmy się.
- Wiesz, że ona ma racjeracje? - odezwał się bramkarz do ciemnowłosego.
- I kto to mówi? - warknął Sinedd.
- Dobra, rób jak chcesz. Widzimy się jutro - machnął ręką na pożegnanie i odszedł.
Postanowiłam wrócić na Genesis póki nie zdejmą mi usztywnienia z nogi. Nie chciałam słuchać kazań Sinedda zwłaszcza, że jeszcze nie mogłam grać. Nie miałam ochoty iść też do parku. Trochę by mi to zajęło i i tak nie miałabym z tego żadnej przyjemności. Zostałam więc w domu. Po obiedzie obejrzałam parę meczy drużyny Lightnings. Kiedy skończyłam zaczęłam słuchać muzyki. W końcu usnęłam.
Tydzień później:
- Drrrrr! - zaczął dzwonić budzik.
Rzuciłam nim o podłogę zwlekając się z łóżka zaspana. Obudziła mnie jednak myśl, że mam się za pół godziny zjawić w szpitalu. Szybko się naszykowałam i wyszłam. Szłam pospiesznie do najbliższego statku, przynajmnej się starałam. W środku spotkałam D'Joka. Nie było nigdzie indziej miejsca więc usiadłam na przeciwko niego.
- Hej, poznaję cię, ty jesteś Arvena - odezwał się rudy.
Wszyscy ludzie na statku spojrzeli się na nas.
- Do mnie mówisz? - spytałam pokazując palcem na siebie.
- No tak. Jak tam z Sineddem? - uśmiechnął się.
- Człowieku o czym ty do mnie mówisz? - machnęłam ręką wychodząc.
Zmarszczył brwi. Nie czekałam na odpowiedź. Poszłam prosto do szpitala nie zatrzymując się nigdzie po drodze. Lekarz już na mnie czekał.
- Witaj Arvena - przywitał mnie z uśmiechem i zaprosił do pokoju.
-Jak tam noga? Dobrze? - spytał zdejmując mi usztywnienie.
- Jak widać - odpowiedziałam.
Wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Po powrocie do domu zadzwonił Sinedd.
- Dzwoniłem do ciebie chyba z pięćdziesiąt razy!! - krzyczał przez holofon.
- No i? - nie przejęłam się tym zbytnio.
- Byłaś już w szpitalu?
- Tak, a co? - zapytałam dobitnie.
- No to świetnie. Za dwa dni widzę cię na boisku - oznajmił złośliwie.
- Tak jest - odpowiedziałam sarkastycznie.
******************************************************************************
Nareszcie jest! Przepraszam, że długo nie pisałam ale brak weny i czasu robiły swoje. Wiecie jak to jest na koniec pierwszego półrocza :/
Z samego rana, jak się tylko obódziłam chciałam pójść na boisko. Wiedziałam, że Shadows mają trening. Teraz trenowali po trzy razy dziennie z powodu zblirzającego się finału o Puchar Galactik Football. Ubrałam się, założyłam moją ulubioną niebieską bluzę i wyszłam. Atmosfera na Archipelagu Shadow nie zmieniła się - wszędzie było mroczno, cicho i pusto, jak zawsze. Kiedy po baardzo długim czasie dotarłam na boisko, stanęłam w drzwiach a na murawie zobaczyłam tylko Sinedda ze swoją małą siostrą - Sonyą. Pokazywał i uczył ją różnych sztuczek z piłką a ona patrzyła z ogromnym zafascynowaniem. Mówił do niej spokojnie i czule, co w jego przypadku było dosyć...inne. Kiedy coś jej nie wyszło klepał ją po ramieniu i pocieszał.
- Nie wiedziałam, że potrafisz być taki....miły - wreszcie się odezwałam.
- Nie martw się, dla ciebie taki nie będę - odpowiedział.
- Sinedd kto to? - spytała Sonya.
- To jest... - widać było zniechęcenie na jego twarzy.
- Jestem ich nową zawodniczką - musiałam pomóc mu w wypowiedzi.
- Super! Może od ciebie też się czegoś nauczę - ucieszyła się mała - a co ci się stało w nogę? - spytała.
- Aaa, długo by tu opowiadać - powiedziałam i spojrzałam wymownie na Sinedda.
- Chyba nie będziesz mogła teraz grać no nie? Kiedy zobaczę cię na boisku? - dopytywała.
- Na pewno na meczach Galactik Football - uśmiechnęłam się.
W tym samym czasie zauważyłam zdziwienie na twarzy Sinedda ale gdy on zorientował się, że na niego patrzę, zrobił się obojętny. Nagle rozległ się dźwięk dobiegający z holo-fonu Sony.
- Tak, mamo? - odebrała.
- Sonya, wracaj już do domu. Grasz z bratem aż dwie godziny! Musisz odpocząć a z resztą, wiesz, że zaraz mają trening - zaczęła martwić się mama.
- No właśnie, mamo, chciałam zostać i popatrzeć jak Sinedd gra - oznajmiła córka.
- Sonya, posłuchaj mamy i idź do domu. Zobaczysz mnie kiedy indziej w akcji - odezwał się jej starszy brat.
- Hmm.....no dobrze - zgodziła się. - To cześć! - pożegnała się i wyszła.
- Cześć! - krzyknął ciemnooki.
Podniosłam brwi ze zdziwienia.
- A ty co się tak patrzysz? - powiedział i zaraz poszedł.
Zawołał resztę drużyny na murawę i zaczęli grać. Ja poszłam na trybuny i obserwując, zapisywałam sobie wszystkie ich mocniejsze i słabsze punkty. Niestety nie mieli holotrenera jak Snow Kids więc musieli sobie jakoś radzić. W pewnym momencie Sinedd użył smogu i strzelił prosto w okienko. Zauważyłam, że najsłabszym punktem jest obrona. Przez to Shadows często musieli nadrabiać szybkim kontratakiem. Zauważyłam również, że Sinedd gra w pojedynkę, nie potrafi do końca zgrać się z drużyną co skutkuje utratą piłki. Po treningu podeszłam do niego i zagadałam.
- Słuchaj Sinedd, powinniście popracować nad obroną - oznajmiłam.
- Mam ci przypominać gdzie twoje miejsce i kto tu jest trenerem? - zdenerwował się.
- A ja mam ci przypominać, że też jestem w tej drużynie? - podniosłam głos.
Rzuciliśmy na siebie ostatnie spojrzenie i rozeszliśmy się.
- Wiesz, że ona ma racjeracje? - odezwał się bramkarz do ciemnowłosego.
- I kto to mówi? - warknął Sinedd.
- Dobra, rób jak chcesz. Widzimy się jutro - machnął ręką na pożegnanie i odszedł.
Postanowiłam wrócić na Genesis póki nie zdejmą mi usztywnienia z nogi. Nie chciałam słuchać kazań Sinedda zwłaszcza, że jeszcze nie mogłam grać. Nie miałam ochoty iść też do parku. Trochę by mi to zajęło i i tak nie miałabym z tego żadnej przyjemności. Zostałam więc w domu. Po obiedzie obejrzałam parę meczy drużyny Lightnings. Kiedy skończyłam zaczęłam słuchać muzyki. W końcu usnęłam.
Tydzień później:
- Drrrrr! - zaczął dzwonić budzik.
Rzuciłam nim o podłogę zwlekając się z łóżka zaspana. Obudziła mnie jednak myśl, że mam się za pół godziny zjawić w szpitalu. Szybko się naszykowałam i wyszłam. Szłam pospiesznie do najbliższego statku, przynajmnej się starałam. W środku spotkałam D'Joka. Nie było nigdzie indziej miejsca więc usiadłam na przeciwko niego.
- Hej, poznaję cię, ty jesteś Arvena - odezwał się rudy.
Wszyscy ludzie na statku spojrzeli się na nas.
- Do mnie mówisz? - spytałam pokazując palcem na siebie.
- No tak. Jak tam z Sineddem? - uśmiechnął się.
- Człowieku o czym ty do mnie mówisz? - machnęłam ręką wychodząc.
Zmarszczył brwi. Nie czekałam na odpowiedź. Poszłam prosto do szpitala nie zatrzymując się nigdzie po drodze. Lekarz już na mnie czekał.
- Witaj Arvena - przywitał mnie z uśmiechem i zaprosił do pokoju.
-Jak tam noga? Dobrze? - spytał zdejmując mi usztywnienie.
- Jak widać - odpowiedziałam.
Wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Po powrocie do domu zadzwonił Sinedd.
- Dzwoniłem do ciebie chyba z pięćdziesiąt razy!! - krzyczał przez holofon.
- No i? - nie przejęłam się tym zbytnio.
- Byłaś już w szpitalu?
- Tak, a co? - zapytałam dobitnie.
- No to świetnie. Za dwa dni widzę cię na boisku - oznajmił złośliwie.
- Tak jest - odpowiedziałam sarkastycznie.
******************************************************************************
Nareszcie jest! Przepraszam, że długo nie pisałam ale brak weny i czasu robiły swoje. Wiecie jak to jest na koniec pierwszego półrocza :/
Subskrybuj:
Posty (Atom)