sobota, 17 stycznia 2015

Spotkanie

Następnego dnia

Z samego rana, jak się tylko obódziłam chciałam pójść na boisko. Wiedziałam, że Shadows mają trening. Teraz trenowali po trzy razy dziennie z powodu zblirzającego się finału o Puchar Galactik Football. Ubrałam się, założyłam moją ulubioną niebieską bluzę i wyszłam. Atmosfera na Archipelagu Shadow nie zmieniła się - wszędzie było mroczno, cicho i pusto, jak zawsze. Kiedy po baardzo długim czasie dotarłam na boisko, stanęłam w drzwiach a na murawie zobaczyłam tylko Sinedda ze swoją małą siostrą - Sonyą. Pokazywał i uczył ją różnych sztuczek z piłką a ona patrzyła z ogromnym zafascynowaniem. Mówił do niej spokojnie i czule, co w jego przypadku było dosyć...inne. Kiedy coś jej nie wyszło klepał ją po ramieniu i pocieszał.
- Nie wiedziałam, że potrafisz być taki....miły - wreszcie się odezwałam.
- Nie martw się, dla ciebie taki nie będę - odpowiedział.
- Sinedd kto to? - spytała Sonya.
- To jest... - widać było zniechęcenie na jego twarzy.
- Jestem ich nową zawodniczką - musiałam pomóc mu w wypowiedzi.
- Super! Może od ciebie też się czegoś nauczę - ucieszyła się mała - a co ci się stało w nogę? - spytała.
- Aaa, długo by tu opowiadać - powiedziałam i spojrzałam wymownie na Sinedda. 
- Chyba nie będziesz mogła teraz grać no nie? Kiedy zobaczę cię na boisku? - dopytywała.
- Na pewno na meczach Galactik Football - uśmiechnęłam się.
W tym samym czasie zauważyłam zdziwienie na twarzy Sinedda ale gdy on zorientował się, że na niego patrzę, zrobił się obojętny. Nagle rozległ się dźwięk dobiegający z holo-fonu Sony.
- Tak, mamo? - odebrała.
- Sonya, wracaj już do domu. Grasz z bratem aż dwie godziny! Musisz odpocząć a z resztą, wiesz, że zaraz mają trening - zaczęła martwić się mama.
- No właśnie, mamo, chciałam zostać i popatrzeć jak Sinedd gra - oznajmiła córka.
- Sonya, posłuchaj mamy i idź do domu. Zobaczysz mnie kiedy indziej w akcji - odezwał się jej starszy brat.
- Hmm.....no dobrze - zgodziła się. - To cześć! - pożegnała się i wyszła.
- Cześć! - krzyknął ciemnooki.
Podniosłam brwi ze zdziwienia.
- A ty co się tak patrzysz? - powiedział i zaraz poszedł.
Zawołał resztę drużyny na murawę i zaczęli grać. Ja poszłam na trybuny i obserwując, zapisywałam sobie wszystkie ich mocniejsze i słabsze punkty. Niestety nie mieli holotrenera jak Snow Kids więc musieli sobie jakoś radzić. W pewnym momencie Sinedd użył smogu i strzelił prosto w okienko. Zauważyłam, że najsłabszym punktem jest obrona. Przez to Shadows często musieli nadrabiać szybkim kontratakiem. Zauważyłam również, że Sinedd gra w pojedynkę, nie potrafi do końca zgrać się z drużyną co skutkuje utratą piłki. Po treningu podeszłam do niego i zagadałam.
- Słuchaj Sinedd, powinniście popracować nad obroną - oznajmiłam.
- Mam ci przypominać gdzie twoje miejsce i kto tu jest trenerem? - zdenerwował się.
- A ja mam ci przypominać, że też jestem w tej drużynie? - podniosłam głos.
Rzuciliśmy na siebie ostatnie spojrzenie i rozeszliśmy się.
- Wiesz, że ona ma racjeracje? - odezwał się bramkarz do ciemnowłosego.
- I kto to mówi? - warknął Sinedd.
- Dobra, rób jak chcesz. Widzimy się jutro - machnął ręką na pożegnanie i odszedł.
Postanowiłam wrócić na Genesis póki nie zdejmą mi usztywnienia z nogi. Nie chciałam słuchać kazań Sinedda zwłaszcza, że jeszcze nie mogłam grać. Nie miałam ochoty iść też do parku. Trochę by mi to zajęło i i tak nie miałabym z tego żadnej przyjemności. Zostałam więc w domu. Po obiedzie obejrzałam parę meczy drużyny Lightnings. Kiedy skończyłam zaczęłam słuchać muzyki. W końcu usnęłam.

Tydzień później:


- Drrrrr! - zaczął dzwonić budzik.

Rzuciłam nim o podłogę zwlekając się z łóżka zaspana. Obudziła mnie jednak myśl, że mam się za pół godziny zjawić w szpitalu. Szybko się naszykowałam i wyszłam. Szłam pospiesznie do najbliższego statku, przynajmnej się starałam. W środku spotkałam D'Joka. Nie było nigdzie indziej miejsca więc usiadłam na przeciwko niego.
- Hej, poznaję cię, ty jesteś Arvena - odezwał się rudy.
Wszyscy ludzie na statku spojrzeli się na nas.
- Do mnie mówisz? - spytałam pokazując palcem na siebie.
- No tak. Jak tam z Sineddem? - uśmiechnął się.
- Człowieku o czym ty do mnie mówisz? - machnęłam ręką wychodząc.
Zmarszczył brwi. Nie czekałam na odpowiedź. Poszłam prosto do szpitala nie zatrzymując się nigdzie po drodze. Lekarz już na mnie czekał. 
- Witaj Arvena - przywitał mnie z uśmiechem i zaprosił do pokoju.
-Jak tam noga? Dobrze? - spytał zdejmując mi usztywnienie.
- Jak widać - odpowiedziałam.
Wszystko przebiegło bardzo sprawnie. Po powrocie do domu zadzwonił Sinedd.
- Dzwoniłem do ciebie chyba z pięćdziesiąt razy!! - krzyczał przez holofon.
- No i? - nie przejęłam się tym zbytnio.
- Byłaś już w szpitalu?
- Tak, a co? - zapytałam dobitnie.
- No to świetnie. Za dwa dni widzę cię na boisku - oznajmił złośliwie.
- Tak jest - odpowiedziałam sarkastycznie.

******************************************************************************
Nareszcie jest! Przepraszam, że długo nie pisałam ale brak  weny i czasu robiły swoje. Wiecie jak to jest na koniec pierwszego półrocza :/









Brak komentarzy:

Prześlij komentarz